poniedziałek, 13 października 2014

Chapter 10

- Co ? Gdzie ? - stałam jak słup soli i gapiłam się na niego.- Do tego miejsca, dowiem się, o co chodzi. Dupek Malik nie ma prawa cię dręczyć - otworzył drzwi, po czym stanął w progu czekając aż się ubiorę.A jedyne o czym ja myślałam to, to, że za jakieś 15 minut pożegnam się z moim życiem tak samo i w tym samym miejscu co tamten koleś, przez którego poznałam mojego prześladowcę. 

*Joy’s perspective*

W pośpiechu założyłam buty i wstałam na równe nogi. Moje serce ze strachu biło 167513 razy głośniej niż zwykle i bałam się, że blondyn je usłyszy.
- Niall myślę, że to nie jest dobry pomysł żebyśmy tam jechali. – bałam się mu przeciwstawiać, ale kurwa oni się pozabijają.
- Mała nie pozwolę, żeby ten idiota cię prześladował rozumiesz ?
- Mała to jest twoja pała. – mruknęłam.
- Mówiłaś coś ? – warknął.
- Nie, nic.
- Nie denerwuj mnie Joy. – odpowiedział próbując opanować swoją widoczną irytację moją osobą.
Uznałam, że nie ma sensu się z nim kłócić i wyszliśmy z domu. Horan otworzył mi drzwi od strony pasażera i ruszyliśmy w stronę miejsca mojej bliskiej śmierci. Jechaliśmy w całkowitej ciszy, aż w końcu ble zaparkował przecznicę dalej, od tej, którą wyznaczył Melik czy jak mu tam.
- Zaczekaj ! – powstrzymałam blondyna, który zamierzał opuścić samochód.
- Na co mam czekać ? Aż ten debil kiedyś cię zabije ? Nie pozwolę mu na to.
- I co chcesz zrobić ? Pobijesz się z nim ? On jest niebezpieczny, Niall.
- Nie boję się go. Mogę iść tam sam, jeśli chcesz.
Nie odpowiedziałam, co on chyba wziął za zgodę ponieważ wysiadł z auta i udał się w stronę ciemnego zaułka, który wywoływał u mnie poczucie niepewności i strachu.

*Niall’s perspective*

 Przemierzałem ulicę pewnym krokiem. Nawet nie pytałem Joy, w którą stronę mam iść by znaleźć tego skurwiela. Stał oparty o swój samochód. Pieprzone, lamborghini aventador w kolorze matowej czerni.
Światło reflektorów jego auta padało na moją sylwetkę a w pewnym momencie nawet mnie oślepiło. Uśmiechał się chytrze, dopóki nie zauważył, że to nie Moore idzie w jego kierunku tylko Niall James Horan. Wyprostował się i otrzepał swoje spodnie to takie typowe, ja pierdole. 
Osobiście nie często mam okazję widywać Malika w takiej wersji jak obecnie. Zazwyczaj widzę go ubranego w zwykłe jeansy, koszulkę, jakieś glanopodobne buty, których nazwy nigdy nie mogę zapamiętać i skórzaną kurtkę. Dzisiaj mam zaszczyt widzieć go w oficjalnym wdzianku. Ciemne, dość obcisłe spodnie, popielaty płaszcz, spod którego mogłem zobaczyć białą koszulę i oczywiście glanokurwapodobne buty.
Gdybym go nie znał, pomyślałbym, że jest ułożonym mężczyznom pracującym w jakiejś korporacji jako prezes czy coś w tym stylu, niestety na jego nieszczęście, znam go. Nawet bardzo dobrze, ale on nie zdaje sobie z tego sprawy.
Kiedy byłem już wystarczająco blisko uścisnęliśmy sobie dłonie. Obróciłem się, by sprawdzić czy widać stąd mojego range rover'a. Całe szczęście, jakimś cudem nie był on widoczny.
- Co tu robisz Niall? - to takie śmieszne, kiedy koleś, który z pewnością jest silniejszy niż ja, boi się mnie.
- Raczej ja powinienem o to zapytać
- Czekam na kogoś - nie pierdol kurwa, jakbym nie wiedział.
- Domyśliłem się, powiedz mi lepiej na kogo tutaj czekasz?
- Nie mogę ci powiedzieć, sorry Horan - bo jebnę. Kiedyś byłem cierpliwy i w sumie nadal bywam, ale nie w takich sytuacjach. W tej chwili mam ochotę zamordować tego kolesia.
- Posłuchaj mnie Malik albo powiesz mi teraz, albo za kilka minut będziesz mnie błagał żebym cię przypadkiem nie zabił. Lepiej uważnie pomyśl, wolisz mi kulturalnie powiedzieć z kim masz się tutaj spotkać czy raczej chcesz wylądować w szpitalu z poważnymi obrażeniami? - wow, jaki ze mnie bad boy.
- Joy Moore - nie powiedział nic więcej. Zaśmiałem się w duchu. Ten idiota się mnie bał, a mi się to kurewsko podobało - coś jeszcze chcesz wiedzieć?
- Wszystko, dosłownie wszystko - oparłem się o jego samochód i czekałem, jezu jakie to jest zajebiste uczycie wiedzieć, że masz nad kimś przewagę.
- Dlaczego obchodzi cię ta sprawa? Odpuść sobie.
- To ty masz mi odpowiadać, nie ja tobie. Więc łaskawie przestań pytać i gadaj na temat, który ja wskazałem.
- Mamy taki mały układ z tą dziewczyną, ale nie mogę ci powiedzieć, bo to tajne - zacisnąłem pięści próbując opanować chęć uderzenia go w tą śliczną buźkę.
- Nie będę czekał Malik - syknąłem przez zęby.
- Panna Moore widziała coś, czego nie powinna. Tyle. Koniec opowieści.
- Do kurwy nędzy! Powiedz mi co widziała, mów wszystko rozumiesz?! Chcę znać wszystkie szczegóły - Odepchnąłem się od tego czegoś, co on nazywa samochodem i złapałem go za kołnierz jego pieprzonego płaszczyka. Podziałało.
- Kiedyś szła tędy, widziała jak skopywałem tyłek kolesiowi, który ma u mnie długi. Nie mogłem pozwolić sobie na to, żeby poszła na policję dlatego powiedziałem, że jeśli powie o tym komukolwiek to ją zabiję.
- Woah, kolego, odważny jesteś. Zabijesz ją, jeśli komuś powie? - to dlatego Joy tak bardzo nie chciała mi powiedzieć o co chodzi.
- Oczywiście, że nie. Po prostu musiałem ją jakoś zastraszyć.
- Posłuchaj mnie uważnie, jeśli jeszcze raz przyjdziesz do jej domu, albo wyślesz choćby jednego sms'a to nie ona, a ty pożegnasz się z życiem i to dzięki moim rękom. Zrozumiałeś czy mam powtórzyć?
- Zrozumiałem - puściłem go i wcisnąłem ręce do kieszeni moich jeansów. Zacząłem iść w stronę mojego samochodu. Nie usłyszałem kroków za sobą, dlatego obróciłem się za siebie i spojrzałem na Zayna.
- Na co czekasz? Idziemy, gaś te pieprzone światła w samochodzie i rusz dupę - widziałem jak zadrżał, najprawdopodobniej go przeraziłem, mimo tego, że nie powiedziałem niczego specjalnego.
Mój kolega łaskawie wykonał moje polecenie i tym razem szedł za mną. Zatrzymałem się przy drzwiach od strony pasażera. Przez szybę widziałem wystraszoną Joy. Wow ona na serio musi się go kurewsko bać. Otworzyłem mojej przyjaciółce drzwi i wskazałem żeby wyszła. Stanęła obok mnie, bardzo blisko mnie.
- Panie Malik, chyba pannie Moore należą się jakieś wyjaśnienia, albo chociaż przeprosiny, nie sądzi pan?
- Sorry młoda - odchrząknąłem dając mu znak, że nie to miałem na myśli
- Niezłe maniery proszę pana - syknąłem, posyłając mu dodatkowo ostrzeżenie wzrokowe, mówiące, że zaraz dostanie w mordę.
- Przepraszam panno Joy. Przestanę cię nachodzić i wydzwaniać - mężczyzna spojrzał na swoje buty, został poniżony i to na dodatek kurwa dzięki mnie.
Kiwnąłem głową w jego stronę, przez co odwrócił się na pięcie po czym odszedł bez pożegnania później nauczę go kulturalnego zachowania. Uśmiechnąłem się do mojej towarzyszki i powiedziałem, że może wsiać do auta, co po chwili sam uczyniłem.

*Joy's perspective*

Byłam całkowicie oszołomiona tym co się przed kilkoma minutami wydarzyło. Niall stukał palcami w rytm piosenki puszczonej w radiu. Dosłownie nie mogłam się ruszyć. Otrząsnęłam się dopiero kiedy zobaczyłam, że zbliżamy się do mojego domu. Blondyn zatrzymał się na podjeździe i odwrócił głowę w moją stronę. Odpięłam pas i sięgnęłam po klamkę. Spojrzałam na mojego przyjaciela, który cięgle się głupkowato uśmiechał, jakby do siebie, ale jednocześnie do mnie. To zdecydowanie dziwny uśmiech.
- Pogadamy w najbliższym czasie Joy, muszę jechać do klubu. Nazbierało się trochę papierków do wypełnienia, które niestety muszę wypełnić ja, a nie sekretarka - przewrócił oczami wow to on ma nawet sekretarkę? myślałam, że nie mamy przed sobą tajemnic.
- Taa, rozumiem. Porozmawiamy niebawem. Na razie Niall - otworzyłam sobie drzwi i wysiadłam z pojazdu.
- Dobranoc, śpij dobrze - posłałam mu jeszcze delikatny uśmiech i zatrzasnęłam czarną powłokę.

***

Nim się obejrzałam była już środa. W poniedziałek nie mieliśmy fizyki więc kończyliśmy wcześniej lekcje. Najprawdopodobniej Payne wziął urlop albo coś w tym stylu. Podejrzewam, że to z powodu bójki, możliwe nawet że dostał chorobowe. W każdym razie, wszystkie dziewczyny były zrozpaczone, że nie ma nauczyciela i chyba nawet martwiły się o niego gdyby tylko wiedziały... 
Z Niallem nie widziałam się od tego pamiętnego weekendu, jedynym kontaktem z nim było kilka sms'ów, bo on albo miał zajęcia w szkole muzycznej, albo musiał załatwiać jakieś tam sprawy dotyczące klubu. Ciekawe które z jego wymówek żeby się nie spotkać było prawdziwych zanim poznałam tę całą tajemnicę dotyczącą jego lokalu, teraz przynajmniej nie musi kłamać. Na dodatek ja w tym tygodniu mam niezły zapierdziel w szkole i w pracy. 
W każdym razie, dzisiaj jest już środa. Liama znów nie było w szkole, więc mieliśmy zastępstwo, bo dyrektorka stwierdziła, że nie możemy drugi raz w tygodniu skończyć wcześniej, ale to nie jest ważne. Ważne jest to, że ja nie wiem co z moimi korepetycjami. Bo mimo, że on mnie pocałował, a mój rzekomy chłopak go pobił to ja potrzebuję tych dodatkowych lekcji, tylko pytane czy on będzie chciał mi ich jeszcze udzielać.
Wychodząc ze szkoły włożyłam słuchawki do uszu i puściłam moją playlistę z telefonu. Nie mam dziś żadnych zajęć w muzycznej dlatego kierowałam się prosto do domu. Na miejscu zastałam tatę, ucieszyłam się, bo to oznacza, że na obiad robi dzisiaj swoje popisowe risotto, które wprost uwielbiam.

***

Około godziny 14 dostałam sms od Payne'a, że mogę przyjść na korepetycje mimo, że nie było go dziś w szkole. Zaczęłam się szykować żeby się nie spóźnić, w końcu mam tam być za godzinę a muszę się jeszcze przebrać i dość do jego mieszkania.


Kiedy byłam gotowa zajrzałam do domowego biura taty. Jak zwykle siedział i pisał coś na laptopie, a wokół niego było pełno papierów. Ten bałagan ciągle rośnie i mogę się założyć, że gdyby nie pani od sprzątania i ja, tata nie mógłby już nawet wejść do tego pokoju. Od czasu, do czasu segregujemy mu te wszystkie akta, żeby się w tym nie pogubił.
Spojrzał na mnie i uśmiechnął się, ale w tym samym momencie zadzwonił jego telefon na co westchnęliśmy zrezygnowani obydwoje. Zaśmialiśmy się i tylko pokazałam tacie gestem dłoni, że wychodzę z domu, a on kiwnął podczas gdy miał już telefon przy uchu.

Zauważyłam, że jestem już lekko spóźniona, a mam jeszcze kawałek drogi co celu i kompletnie nie wiedziałam co powinnam zrobić. Zastanawiałam się nad tym czy powinnam napisać sms, albo zadzwonić, że się spóźnię, czy lepiej nic nie robić. Wyciągnęłam komórkę i przez chwilę wchodziłam i wychodziłam w kontakt Payne'a, po czym jednak zrezygnowałam i włożyłam urządzenie z powrotem do kieszeni.
Na miejscu byłam po jakiś 15 minutach, co oznacza, że byłam spóźniona już 25 minut. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi i czekałam aż ktoś mi otworzy.
Liam nie wyglądał na zdenerwowanego moim spóźnieniem. Uśmiechnął się i wpuścił mnie do niezbyt szerokiego korytarza. Zdjęłam buty bez większego pośpiechu. Mój nauczyciel zaprowadził mnie do salonu i oczywiście zapytał czy mam ochotę na coś do picia. Odmówiłam, w końcu nie przyszłam na żadną miłą pogawędkę z przyjaciółeczką tylko na korepetycje z pieprzonej fizyki.
- Przepraszam za spóźnienie, za późno wyszłam z domu - kurwa zaraz mi serce wyskoczy z klatki piersiowej.
- Nie szkodzi Joy i tak cały dzień siedziałem w domu - przyjrzałam się jego twarzy. Wyglądał jak bokser po walce. Twarz miał opuchniętą i prawie całą w strupach. Jednym słowem wyglądał okropnie, ale jego zachowanie i mimika nie wskazywały na to, żeby coś go bolało.
Nie mogłam skupić się na tym co mówi Liam. W mojej głowie cały czas była ta okropna świadomość, że ten facet mnie całował ten facet to mój nauczyciel do cholery jasnej! Nauczyciele nie całują swoich uczennic! 
Na prawdę starałam się słuchać tego co do mnie mówił, ale nie potrafiłam. Jego gadanie a moje rozmyślanie przerwał nam dzwonek do drzwi. Mężczyzna westchnął i mrucząc: przepraszam ruszył w stronę drzwi.
W tym czasie zobaczyłam powiadomienie, że dostałam sms od Nialla, ale postanowiłam, że przeczytam go jak już skończę zajęcia. Usłyszałam głosy i wbrew własnej woli lub też całkiem odwrotnie przysłuchałam się rozmowie.
- Sorry stary nie możesz teraz wejść - nie często mam okazję słyszeć mojego nauczyciela mówiącego takim stanowczym tonem.
- Przecież się umawialiśmy, mówiłeś, że o tej godzinie będziesz już wolny - osoba wypowiadająca te słowa na pewno była mężczyzną. Miał niski głos, ale jednocześnie bardzo przyjemny.
- Udzielam jeszcze korepetycji, zadzwonię kiedy kończę 
- Nie mogę poczekać? Nie będę przecież przeszkadzał, posiedzę w kuchni czy coś 
- Powiedziałem ci, żebyś poszedł, wyjdź i wróć jak zadzwonię.
- A może ty wcale nie udzielasz korepetycji, tylko jest u ciebie jakaś dziwka? - wow, panie Payne, nie spodziewałabym się tego po panu.
- Zamknij łaskawie swój niewyparzony pysk i wypierdalaj - warknął, najprawdopodobniej trzaskając swojemu towarzyszowi drzwiami przed nosem, co wywnioskowałam po dość głośnym huku, który rozniósł się po mieszkaniu.
Poprawiłam swoją pozycję na kanapie i szybko wzięłam zeszyt do ręki, udając, że coś w nim czytam. Całe szczęście zdążyłam się ogarnąć zanim mężczyzna wrócił do pokoju, więc wyglądałam chyba wiarygodnie z tymi notatkami.
- Przepraszam cię najmocniej, jakiś facet przyjechał do sąsiada w odwiedziny i chyba pomylił domy - pierdol, pierdol ja posłucham, albo podsłucham, tak jak kilka minut temu. 
- Nie szkodzi.

***

Z mieszkania korepetytora wyszłam kwadrans później. Tym razem zapłaciłam mu za zajęcia. Dowiedziałam się, że ma zwolnienie lekarskie do końca tego tygodnia. Niestety nie wiem, z kim rozmawiał, bo nie odważyłam się spytać, ale nie wierzę, że to była jakaś pomyłka. 
Wyciągnęłam telefon z kieszeni, w celu odebrania wiadomości od Niallera. Odblokowałam urządzenie i nieźle się zdziwiłam. 3 nowe sms i 6 nieodebranych połączeń. Wszystko od Horana co za człowiek, to chyba logiczne, że jak kurwa nie odbieram drugi raz to znaczy, że nie mogę rozmawiać. 


Zamiast odpisywać, postanowiłam oddzwonić i dowiedzieć się co to za sprawa. Podejrzewam, że jakaś błahostka.
- Halo - podejrzewam, że właśnie ogląda telewizor i pije piwo, bo usłyszałam jakby dźwięk puszki odkładanej na stół. Dziwne, zazwyczaj o tej godzinie jeszcze był w muzycznej.
- Co chciałeś? 
- Ale o co chodzi? - bo jebnę, co za nieogar.
- Dzwoniłeś i pisałeś, więc pytam co chciałeś
- O kurwa! Dobry rym, poczekaj zapiszę sobie - przewróciłam oczami.
- Jesteś pijany?
- Co?... NIE - oczywiście.
- Tak, tak. Mam do ciebie przyjść?
- Możesz. Musimy pogadać, pilnie - miałam zadać jeszcze jedno pytanie ale mnie uprzedził - tak, to ważne i nie, to nie jest żadna głupia sprawa, to poważny temat. Ciao - rozłączył się.
Zmieniłam kierunek. Najbliższy przystanek widziałam całkiem niedaleko domu pana Payne'a i mam nadzieję, że nie będę musiała czekać zbyt długo na autobus jadący w stronę osiedla, na którym mieszka mój przyjaciel.
Szłam wolnym krokiem, bo nie miałam powodu, żeby się spieszyć. Przechodziłam właśnie koło domu mojego nauczyciela i przystanęłam na chwilę. Payne stał na podjeździe i prowadził zaciętą kłótnię z jakimś mężczyzną, którego raczej nie znam. Cała konwersacja wyglądała dość interesująco i chciałam wiedzieć o co poszło, ale jednocześnie bałam się, że któryś z nich mógłby mnie zauważyć, dlatego znów szłam na przystanek, żeby jakoś dostać się do mieszkania Nialla.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Witamy serdecznie po bardzoooo długiej przerwie. Mamy nadzieję, że rozdział nie jest jakoś bardzo nudny, starałyśmy się, żeby coś się działo, ale te największe akcje mamy zaplanowane dopiero na kolejne rozdziały. Wiem że 10 nie jest zbyt długa, ale chciałyśmy jak najszybciej dodać rozdzialik. Właściwie nie wiem co tu jeszcze dodać, bo wszystko co miałam zamiar napisać, ujęłam we wczorajszej notce, którą znajdziecie pod spodem, jeśli jeszcze jej nie widzieliście.
Wciąż szukamy osoby, która mogłaby zrobić dla nas jakiś ładny szablonik :)
Komentujcie błagam. Niech ktoś wreszcie ktoś, coś skrytykuje xD 
Caro. xoxo

niedziela, 12 października 2014

Przepraszamy!

Cześć wszystkim!
Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo was zawiodłyśmy. Obiecałyśmy dodawać rozdziały częściej, tymczasem minęły prawie dwa miesiące i na blogu nic się nie pojawia.
W szkole dają nam niezły wycisk przez co mamy mniej czasu na to, żeby usiąść i cokolwiek napisać. Na dodatek Julie ma problem z internetem w domu.
Właściwie mamy już prawie cały rozdział, wystarczy go dokończyć, staram każdego dnia coś dopisać, choćby jedno zdanie, ale niestety samej jest dość ciężko.
Julie ma "odzyskać" internet jakoś w środę. Jeśli do tego czasu uda mi się samodzielnie go skończyć, to oczywiście go dodam, a jeśli nie, to końcówka rozdziału będzie naszym wspólnym dziełem.
W tym poście chciałabym was przeprosić w imieniu zarówno swoim, jak i Julie. Żeby jakoś wynagrodzić wam ten długi okres oczekiwania udostępniam wam filmik, który zrobiłam już jakiś czas temu.
Mam nadzieję, że wam się spodoba, rozdział pojawi się niebawem.

Chciałbym tutaj też podziękować anonimowemu autorowi tego komentarza:
"Miesiąc.. w ostatnim czasie dużo zajebistych blogów które czytałam zostało usuniętych. Ten blog JEST niesamowity i wyjątkowy, ale robiąc tak długie przerwy tracicie czytelników. Bardzo chcę żebyście oddały nowy rozdział lub jakąś notkę. Nie wiem co mam napisać, żebyście nie zrezygnowały z pisania tego cuda. Po prostu, po ludzku proszę Was abyście pisały dalej. :/
Weny i cierpliwości :*"


Kochanie, strasznie szkoda, że się nie podpisałaś. Tym komentarzem dałaś mi takiego kopa, że jak tylko go przeczytałam to musiałam napisać kawałek rozdziału.
Absolutnie nie mamy zamiaru usunąć bloga, nawet jeśli nic byśmy nie dodawały przez pół roku (oby to się nigdy nie zdarzyło), wiedzcie, że nie usuniemy go.

Mogę prosić, żeby wszystkie anonimki się podpisywały? 
Jak zwykle się rozpisałam. Przepraszam.

PS. wchodzi tu ktoś w ogóle jeszcze?
Caro. xoxo